
Newsletter
Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera

Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera

Czy posłowie powinni korzystać z telefonów w pracy? Sejm pod lupą – zakazy dla uczniów, a swoboda dla parlamentarzystów?

Temat korzystania z telefonów komórkowych wraca jak bumerang, szczególnie gdy pojawiają się pomysły ograniczenia ich używania w szkołach. Coraz częściej słyszymy, że uczniowie powinni odkładać smartfony, bo rozpraszają, obniżają koncentrację i negatywnie wpływają na relacje społeczne. Problem w tym, że równolegle kamery pokazują zupełnie inny obraz… sali obrad Sejm Rzeczypospolitej Polskiej.
Propozycje ograniczeń dla uczniów mają swoje uzasadnienie – pedagodzy alarmują, że młodzież spędza zbyt dużo czasu w świecie cyfrowym. Pojawiają się więc pomysły, by wprowadzać zakazy używania telefonów podczas lekcji, a nawet na przerwach.
Z drugiej strony mamy dorosłych – posłów, którzy pełnią funkcje publiczne i teoretycznie powinni dawać przykład. Tymczasem transmisje z obrad pokazują parlamentarzystów scrollujących ekrany, odpisujących na wiadomości czy przeglądających media społecznościowe w trakcie wystąpień innych.
Nie sposób nie zauważyć pewnej sprzeczności. Dzieciom mówi się: „telefon przeszkadza w nauce”, a dorośli – w miejscu pracy, gdzie zapadają kluczowe decyzje dla kraju – korzystają z nich bez większych ograniczeń.
Oczywiście ktoś powie: „to narzędzie pracy”. I w wielu przypadkach to prawda. Posłowie mogą sprawdzać dokumenty, komunikować się z asystentami czy reagować na bieżące wydarzenia. Problem pojawia się wtedy, gdy telefon staje się zwykłym „zabijaczem czasu”, a uwaga zamiast na debacie skupia się na ekranie.
Jeśli uznajemy, że smartfony rozpraszają dzieci, to trudno twierdzić, że na dorosłych działają inaczej. Mechanizm jest dokładnie ten sam – powiadomienia, szybkie bodźce, dopamina. Różnica polega tylko na tym, że od dorosłych oczekuje się większej samodyscypliny.
Pytanie brzmi: czy rzeczywiście ją widać?
Zachowanie posłów podczas obrad to nie tylko kwestia efektywności pracy, ale też sygnał wysyłany społeczeństwu. Jeśli młodzi ludzie widzą, że w najważniejszej instytucji państwowej telefon jest stale w użyciu, trudno przekonać ich, że w szkole powinno być inaczej.
To trochę jak z zasadą: „rób tak, jak mówię, a nie tak, jak robię”. Tyle że w praktyce działa ona bardzo słabo.
Zamiast tworzyć kolejne przepisy, warto zacząć od spójności. Jeśli telefon jest problemem – to dla wszystkich. Jeśli jest narzędziem – też dla wszystkich, ale używanym świadomie.
Nie chodzi o to, by zakazywać wszystkiego wszędzie. Chodzi o zwykłą konsekwencję i przykład idący z góry. Bo trudno wymagać od uczniów dyscypliny, gdy dorośli sami mają z nią problem.