
Newsletter
Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera

Trump zmienia geopolitykę. Wenezuela z państwa wyklętego staje się kluczowym zapleczem energetycznym USA w walce o ropę i wpływy.

Słowa „suwerenność” i „sankcje” nabierają zupełnie nowego znaczenia, gdy w grę wchodzą największe złoża ropy naftowej na świecie. Donald Trump przeszedł od słów do czynów, dokonując geopolitycznego przewrotu na zachodniej półkuli. Wenezuela, jeszcze niedawno państwo wyklęte, staje się strategicznym zapleczem energetycznym Stanów Zjednoczonych.
Prezydent USA Donald Trump jasno postawił sprawę: wenezuelska ropa ma płynąć do amerykańskich portów, a zyski z jej sprzedaży znajdą się pod bezpośrednią kontrolą Białego Domu. To potężny cios w interesy Chin, które przez ostatnią dekadę były głównym odbiorcą surowca z Caracas.
Po schwytaniu Nicolasa Maduro władzę tymczasową przejęła wiceprezydent Delcy Rodriguez. Choć przez lata była filarem starego reżimu, dziś staje się „technokratyczną figurą przejściową”. Jej zadaniem jest zagwarantowanie porządku w kraju i umożliwienie amerykańskim koncernom, takim jak Chevron, odbudowy zniszczonej infrastruktury naftowej.
Donald Trump przypomina, że wenezuelski sektor naftowy został zbudowany dzięki amerykańskiemu kapitałowi i technologii, a następnie „skradziony” przez socjalistyczny reżim. Powrót amerykańskich gigantów ma być formą rekompensaty za poniesione straty.
To, co dzieje się obecnie w relacjach USA-Wenezuela, eksperci nazywają „kuratelą gospodarczą”. Amerykańska administracja wprowadziła rozwiązanie bez precedensu:
Waszyngton nie uznaje prawnych trików. Amerykańska marynarka wojenna, dysponująca dwoma lotniskowcami w regionie, przejęła już tankowiec, który mimo zmiany bandery na rosyjską próbował ominąć blokadę. To jasny sygnał dla Rosji i Chin: zachodnia półkulą rządzi Ameryka.
Wenezuela stoi dziś przed szansą na stabilizację gospodarczą i koniec paraliżu, ale cena za to jest wysoka – kraj staje się de facto „amerykańskim wasalem”.