
UE dogadała się z Mercosurem. Polska przegrała bitwę, rolnicy szykują kolejne protesty
UE i Mercosur podpisują historyczną umowę handlową. Polska była przeciw, rolnicy protestują, a Europa szykuje się na wielkie zmiany gospodarcze.
Udostępnij prosimy
Unia Europejska domknęła jedną z najdłużej negocjowanych umów handlowych w swojej historii. Po prawie trzech dekadach rozmów Komisja Europejska dostała zgodę na podpisanie porozumienia z krajami Mercosur, czyli Argentyną, Boliwią, Paragwajem, Brazylią i Urugwajem. Decyzja zapadła po głosowaniu państw członkowskich. Polska była przeciw, podobnie jak kilka innych krajów, ale nie udało się stworzyć mniejszości, która zablokowałaby umowę. O wszystkim przesądziła postawa Włoch.
Spis treści
Dla Brukseli to duży sukces polityczny i gospodarczy. Umowa oznacza stopniowe zniesienie ceł na ogromną część towarów krążących między Europą a Ameryką Południową. Dla części krajów to ogromna szansa na rozwój eksportu, dla innych – powód do niepokoju.
Polska mówiła „nie”, ale to nie wystarczyło
Rząd Donalda Tuska próbował zebrać koalicję państw sprzeciwiających się porozumieniu. Przeciw były także Francja, Irlandia, Węgry i Austria. Do zablokowania decyzji potrzebna była jednak odpowiednia liczba państw reprezentujących co najmniej 35 procent ludności Unii. Tego progu nie udało się osiągnąć. Kluczowa okazała się decyzja Włoch, które ostatecznie poparły umowę i przechyliły szalę na stronę zwolenników porozumienia.
W praktyce oznacza to, że Ursula von der Leyen dostała zielone światło do podpisania umowy i zakończenia jednego z najdłuższych procesów negocjacyjnych w historii UE.
Co zmienia umowa z Mercosurem
Porozumienie zakłada zniesienie ceł na około 91 procent produktów w handlu między UE a Mercosurem. Obejmuje to między innymi samochody, odzież, obuwie, alkohol, a także wiele towarów przemysłowych. Kraje Ameryki Południowej mają również stopniowo otwierać się na unijne produkty rolne, które dziś są obciążone bardzo wysokimi cłami, sięgającymi nawet 55 procent.
Najbardziej zadowolony jest europejski przemysł motoryzacyjny. Firmy liczą na kilkukrotny wzrost eksportu do krajów Mercosur, co ma pomóc zrekompensować słabszą pozycję w Chinach, gdzie europejskie marki coraz częściej przegrywają z lokalnymi producentami.
Nie bez znaczenia są też surowce. Ameryka Południowa, szczególnie Argentyna, dysponuje ogromnymi zasobami litu, kluczowego dla produkcji baterii do samochodów elektrycznych. Dla Europy, która chce uniezależnić się od Chin, to bardzo ważny argument.
Zwolennicy umowy podkreślają też, że rynek Mercosur to około 270 milionów konsumentów. W czasach, gdy relacje handlowe z USA są coraz bardziej nieprzewidywalne, Unia szuka alternatywnych kierunków rozwoju.
Rolnicy boją się konkurencji
Po drugiej stronie są rolnicy, zwłaszcza we Francji, Polsce, Irlandii i na Węgrzech. W Polsce temat wywołał kolejną falę protestów. Do Warszawy znów wjechały ciągniki, a rolnicy powtarzają te same obawy: tańsza żywność z Ameryki Południowej może zalać europejski rynek i zrujnować lokalnych producentów.
Umowa rzeczywiście otwiera UE na import niektórych produktów rolnych, ale wprowadza limity, czyli tzw. kontyngenty. Po ich przekroczeniu wracają stare, wyższe stawki celne. Przykładowo wołowina z Mercosur będzie mogła wjechać do UE w ograniczonej ilości, stanowiącej niewielki ułamek całej europejskiej produkcji. Podobnie jest z drobiem, serem czy paszami.
Łącznie kwoty przewidziane w umowie to około 1,5 procent całej produkcji rolnej Unii. To raczej korekta rynku niż jego rewolucja, ale dla rolników nawet niewielki spadek cen może być bardzo dotkliwy.
Normy jakości i bezpieczeństwa
Częstym argumentem protestujących jest to, że w krajach Mercosur obowiązują łagodniejsze normy dotyczące produkcji żywności. Unia zapewnia jednak, że wszystkie produkty trafiające na jej rynek będą musiały spełniać unijne standardy sanitarne i fitosanitarne. Żywność niespełniająca norm po prostu nie zostanie dopuszczona do sprzedaży.
Inaczej wygląda sprawa dobrostanu zwierząt czy norm środowiskowych – te nie są wprost uregulowane w umowie. To oznacza, że producenci z Ameryki Południowej mogą mieć niższe koszty produkcji, co przekłada się na niższe ceny.
Komisja Europejska wprowadziła jednak tzw. klauzule bezpieczeństwa. Jeśli import z Mercosur nagle wzrośnie lub ceny spadną zbyt mocno, cła mogą zostać tymczasowo przywrócone. Na liście produktów szczególnie chronionych są między innymi wołowina, drób, cukier, miód, ryż, mleko w proszku czy biodiesel.
Polityczna wojna wokół umowy
Spór o umowę szybko stał się narzędziem walki politycznej. W Polsce w sprawę zaangażował się prezydent Karol Nawrocki, który zapowiedział projekt ustawy mającej chronić polską ziemię i wzmocnić pozycję rolników. Rząd z kolei zarzuca mu brak skuteczności na arenie międzynarodowej.
Minister rolnictwa zapowiada, że Polska będzie twardo pilnować jakości importowanych produktów i korzystać z mechanizmów ochronnych zapisanych w umowie. Jednocześnie Komisja Europejska obiecuje dodatkowe pieniądze dla rolnictwa w kolejnych latach i przesunięcie części funduszy na wsparcie wrażliwych sektorów.
To jednak nie uspokaja nastrojów. Związki rolnicze zapowiadają kolejne protesty, a politycy prawicy już budują na tym kapitał wyborczy. We Francji pojawiły się nawet zapowiedzi prób odwołania Ursuli von der Leyen.
Podpisanie to nie koniec konfliktu
Formalne podpisanie umowy nie zamknie tematu. Przed Europą trudny czas wdrażania zapisów porozumienia i gaszenia społecznych emocji. Dla jednych to wielka szansa na rozwój handlu i przemysłu, dla innych realne zagrożenie dla lokalnego rolnictwa.
Jedno jest pewne: umowa z Mercosurem nie jest tylko technicznym dokumentem handlowym. To decyzja, która zmienia układ sił w europejskiej gospodarce i jeszcze długo będzie dzielić polityków, rolników i opinię publiczną.
Źródło: WirtualneMedia.info

















