Protesty muszą być bezpieczne zarówno dla uczestników, jak i policjantów

Przebieg niedawnych manifestacji ulicznych sprawił, że ponownie rozgorzała dyskusja dotycząca stawiania zarzutów naruszania nietykalności cielesnej lub czynnej napaści na funkcjonariuszy policji. Według Prawo.pl część prawników ocenia, że służby porządkowe i prokuratura niewłaściwie interpretują niegroźne incydenty jako poważne przestępstwa. Policjanci odpowiadają: „My też musimy czuć się bezpiecznie”!

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze Sklep z suplementami diety
Protesty muszą być bezpieczne zarówno dla uczestników, jak i policjantów
Foto: Pixabay.com



W myśl art. 222 Kodeksu karnego za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. Z kolei za czynną napaść na policjanta można zostać skazanym nawet na 10 lat więzienia.

Eksperci, cytowani przez Prawo.pl, wskazują, że granica pomiędzy obiema sytuacjami jest niejasna, więc do każdego przypadku trzeba podchodzić indywidualnie i bardzo wnikliwie go oceniać. „Czym innym jest napaść na funkcjonariusza związana z próbą odebrania mu broni, a czym innym incydenty w czasie manifestacji - mówi Jacek Kudła, biegły ekspert z zakresu czynności operacyjnych policji. - Kiedy na proteście rusza odział zwarty policjantów - może dochodzić do odpychania, a nawet przypadkowego uderzenia funkcjonariusza” – dodaje.

„Problemem nie są obowiązujące przepisy, ale praktyka ich stosowania. To sąd ma i musi mieć decydującą rolę w prawidłowej ocenie konkretnego zachowania” – podkreśla w wypowiedzi dla Prawo.pl dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Z kolei funkcjonariusze policji wskazują na jeszcze jeden aspekt omawianej kwestii – rosnący poziom agresji i niechęci w stosunku do nich. „Naszą rolą jest zabezpieczenie manifestacji, dbanie o to, by komuś nie puściły nerwy i nie doszło do zamieszek. Oczywiście możemy odpuszczać, tylko pytanie, do czego to doprowadzi” - mówi serwisowi jeden ze stołecznych policjantów.